Dom od Podstaw - Nowoczesny dom dla ciebie

Węgiel workowany

Węgiel workowany

Już niedługo jesień, później czas na zimę.Każdy z nas niczym zwierzęta przygotowuje się do okresu zimowego. Ostatnie prace w ogrodzie, zabezpieczenie roślin, prace remontowe czy też gromadzenia opału. Odnośnie węgla dostajemy białej gorączki przez koszty, przez brud, przez prace z nim związane. Cóż zrobić aby przyszło nam to trochę łatwiej? Można zmienić ogrzewanie na gazowe… lub w tym roku rozegrać sprawę zakupu węgla troszkę inaczej.

Sukcesywnie do celu

Nie każdy może sobie pozwolić aby wydać jednorazowo 800zł czy też więcej na tonę węgla. Zamawiać mniejsze ilości i każdorazowo płacić za transport, później męcząc się przy łopacie oraz brudem w piwnicy? Może w tym roku zakupić węgiel workowany? Czysty i wygodny w transporcie nawet własnym samochodem. Można kupować go sukcesywnie po kilka w miesiącu. Załadunek i rozładunek zajmuje chwilę i nie musimy walczyć z pozostawionym przez niego brudem. Dla przykładu węgiel workowany (eko-groszku) waży 25 kg i kosztuje powiedzmy 23 zl. Kupując 5 worków co dwa tygodnie, w ciągu roku przywieziemy ponad 3 tony, średnio wydając 230 zł miesięcznie. Mamy ładnie poukładany węgiel workowany, który jedynie później przesypujemy w razie potrzeb do podajnika w piecu. Oczywiście częstotliwość oraz ilości kupowane zależy wyłącznie od nas. Dodatkowym atutem jest to, że węgiel w workach jest dostępny praktycznie wszędzie, zarówno na składzie węgla jak i marketach budowlanych.

Z grubej rury

Oczywiście, możemy nie zmieniać nic i zamówić 2 – 3 tony luzem i niech to kierowca wysypie na lub przed naszą posesją. Doskonała rozrywka na popołudnie. Przerzucić wszystko łopatą lub przenieść w wiadrach. Następnie idziemy znów do piwnicy, trochę uporządkować , pozamiatać, poprzerzucać nasz węgiel. Wracamy na zewnątrz i dalej zamiatamy i sprzątamy. Nie zapomnijmy o żonie, która spogląda z irytacją w oczach bo troszkę zostawiliśmy czarnych śladów w domu czy też na klatce. Wystarczyło tylko pomyśleć o węglu workowanym. Pomyślałby ktoś „co by się zmieniło?”. Odpowiedź brzmi: wszystko. Przywieziony zostaje węgiel w workach ładnie ułożonych na paletach, a nie rozsypany na chodnik. Przez okienko z piwnicy wrzucamy całe worki (lub je za nosimy) ładnie je później układając w stos. Wszystko ładnie, schludnie, wygodnie… pomyślałby kto, że takie rzeczy są możliwe z tak brudnym surowcem jak węgiel.